Przed chwilą znajomy odnalazł na swoim biurku stertę potwierdzeń dostarczenia przesyłek, które wysłał ponad tydzien temu. Jego mina była niedwuznaczna, następujący komentarz również - "Czemu do cholery tak długo to szło? Jak to możliwe, że zwykły list, w dodatku nadany jako przesyłka zarejestrowana, znika z radaru na ponad tydzień?". Mój krótki komentarz "Chyba wiem co masz na myśli, ja korzystałem trochę z usług naszej Poczty Polskiej i kilka razy się zawiodłem" - został szybko zbyty "Nie wierzę, że może być coś gorszego, niż portugalska poczta - są wzorem w tej dziedzinie - jak nie należy świadczyć usług pocztowych".
Czyli każdy chyba narzeka na usługi, do których ma dostęp i kropka. Jeśli są publiczne to wątpliwej jakości. A jeđli są komercyjne to są drogie i niewystarczającej jakości, przecież płacimy za nie krocie, więc powinny być bez zastrzeżeń. Tak sobie wtedy pomyślałem i szybko zerknąłem na jakąś przykładową statystykę. I cóż znalazłem, pierwsze z brzegu - "W roku 2006 do rozpatrzenia przyjęto 181 958 reklamacji (to odnośnie naszej Poczty Polskiej - przyp. autora). Reklamacje uzasadnione w liczbie 36 305 stanowiły zaledwie 19,95% ogółu wniesionych reklamacji. Wśród wniesionych reklamacji 145 653 zostało uznanych za nieuzasadnione, co stanowi 80,04% wniesionych reklamacji." Idę o beczkę piwa, że dla Portugalii podobna statystyka dała by podobne liczby. Może nazwiemy to "współczynnikiem głupiej narzekalności obywateli" i jak widzimy, dla Polski w tym przypadku wynosi on 80% (narzekań, które okazały się bezpodstawne). Nie bierzemy tutaj pod uwagę scenariusza, w którym Poczta Polska odrzuca zasadną reklamację, bo jest "złą instytucją".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz